Budząc się w kwietniowy poranek można poczuć zapach wiosny. To znak dla nas, by rozpocząć wielkie ogrodowe rewolucje. W większych miastach to ogródki działkowe wiodą prym, a że coraz częściej uciekamy do natury, to właśnie tam robi się tłoczno. Czas na wielkie wiosenne ogrodowe rewolucje Podlasia! Tutaj dziurawy dres przeżywa drugie życie. To nie plotka, to fakt!
No to co? Spacerek po podlaskiej ziemi?
Świt nad rozlewiskami
Wiosna na Podlasiu zaczyna się od wody. Kiedy Narew i Biebrza występują z koryt, krajobraz zmienia się w ogromne, błękitne lustro. To moment, w którym czas zwalnia. Rolnicy z okolic Tykocina spoglądają na niebo wypatrując bocianów. Słyszycie ten klekot? Aż miło kawusię wypić przy wiosennych dźwiękach.
W tym roku, w połowie kwietnia woda opada wyjątkowo łagodnie odsłaniając żyzne, muliste łąki. To tutaj bije serce regionu. Jeśli kiedykolwiek poczujesz zapach wilgotnej olszyny wymieszany z rześkim, porannym przymrozkiem zrozumiesz, dlaczego Podlasie uzależnia.
Ha! Nawet lokalne bobry zaczynają rozważać otwarcie wypożyczalni kajaków. Dlatego, nie ma nic bardziej pięknego jak zapach mułu, wolności i grilla. A może ziemniaczka z ogniska?
Operacja ROD-os: Ogniem i kompostem
Gdy tylko termometr wskaże stabilne 10 stopni, na ulicach miasta ruch się zmienia. Białostoczanie ruszają na swoje enklawy wolności. Scenariusz jest zawsze podobny: stary rower z przywiązanymi grabiami, termos z mocną herbatą i torba pełna nasion.
Jeśli myślałeś, że „Gra o Tron” była brutalna, to znaczy, że nigdy nie widziałeś dwóch sąsiadów spierających się o to, czy granica działki przebiega pięć centymetrów w lewo, czy w prawo od starej porzeczki.
Wszyscy dobrze wiemy, że na Podlasiu gleba bywa kapryśna, piaszczysta i zimna. Dlatego teraz każdy działkowiec zamienia się w alchemika, mieszając kompost z ubiegłorocznym obornikiem. Takie zero waste dla bogatych plonów. Słychać miarowe kliknięcia sekatorów. Usuwamy to, co zima pokonała, by dać miejsce nowemu życiu.
Działkowiec nigdy nie patrzy na swoją pracę. On patrzy na ręce sąsiada.”A sąsiad już dymkę wsadził?”. To jedno z pytań, które pada częściej niż jakiekolwiek inne. Bo choć każdy ma swój kalendarz, to wspólne zerkanie przez płot jest częścią tutejszego folkloru.
Wszyscy wiemy że ogień to siła nie do przebicia. Oficjalnie nie wolno, nieekologicznie i w ogóle mandat. Nieoficjalnie zaś, każde ognisko na działkach to „kontrolowana utylizacja pozostałości roślinnych o niskiej emisji”. Zapach tego dymu jest dla nas jak perfumy od Chanel. Może tym razem skusisz się na ziemniaka z ogniska?
Królowie podlaskiej grządki: Od ziemniaka po „herbowe” ogórki
Jeśli zapytasz mieszkańca regionu, co warto posadzić, odpowiedź będzie krótka: to, co przetrwa. Nasz klimat premiuje cierpliwych i tych, którzy szanują tradycję.
Ziemniak to nasz chleb powszedni
Na Podlasiu ziemniak to nie dodatek do obiadu, to fundament tożsamości. Wiosną wybieramy najlepsze sadzeniaki. Legenda głosi, że podlaska babka ziemniaczana smakuje najlepiej tylko z tych bulw, które poczuły chłód tutejszych nocy. Macie jakieś swoje sposoby na dobre ziemniaki?
Ogórek z duszą
W okolicach Kruszewa przygotowania do sezonu ogórkowego to niemal religia. Choć do gruntu trafią dopiero w maju, teraz przygotowuje się dla nich „ciepłe nogi”. Podlaski ogórek to nie jest jakaś tam wodnista rurka z supermarketu. To jest wojownik. Musi być chrupiący tak, żeby sąsiad trzy domy dalej słyszał, jak jesz kolację.
Kwiaty, które pamiętają babcie
Wchodząc do starego ogrodu w okolicach Hajnówki czy Bielska Podlaskiego, zobaczysz rośliny, które wydają się być tam od zawsze. Piwonie, których ciężkie pąki wybuchną kolorem w czerwcu, ale teraz widać już ich czerwone noski przebijające się przez ściółkę. Dodatkowo rozwiane przez wiar lilaki. Bez nich nie ma podlaskiej wiosny. Każdy ogród powinien mieć przynajmniej jeden krzew, którego zapach wieczorem odurza bardziej niż zachomikowana nalewka.
Ah! Jeszcze antonówki!
To drzewo jest tak odporne, że przetrwałoby pewnie wybuch wulkanu, o ile popiół byłby żyzny. Jabłka są tak kwaśne, że po jednym kęsie mrużysz oczy do przyszłego wtorku, ale szarlotka z nich to czyste złoto. Ja już czuję to chrupnięcie w zębach.
Czy to mafia Mrozu? Nie to Zimni Ogrodnicy!
Opowieść o podlaskim ogrodzie nie byłaby kompletna bez ostrzeżenia. Tutaj nikt nie daje się nabrać na kwietniowe upały. Doświadczony działkowiec wie, że „Zimni Ogrodnicy” (Pankracy, Serwacy i Bonifacy) zawsze mogą wpaść z wizytą.
„Kto w kwietniu pomidory do gruntu sadzi, ten się z mrozem nie pożegnał”
Wszyscy wiemy, że trio Pankracy, Serwacy i Bonifacy (12-14 maja) to ekipa sprzątająca, która przychodzi i bezlitośnie kosi wszystko, co było zbyt ambitne i wyrosło za wcześnie. Dlatego podlaski ogrodnik w kwietniu głównie „hartuje”. Wystawia roślinki na balkon na 15 minut, po czym chowa je z powrotem, owija kocem i czyta im bajki, żeby tylko nie poczuły traumy związanej z przymrozkiem… Chyba za bardzo popłynęłam. Przepraszam 😉
Wiosna na Podlasiu to czas, kiedy człowiek znów staje się częścią krajobrazu. To moment, w którym brudne ręce od pracy w ziemi dają więcej radości niż najnowocześniejszy smartfon, a widok pierwszego listka na antonówce jest ważniejszy niż giełdowe wykresy.
A Ty masz już przygotowane rękawice ogrodowe, czy wolisz podziwiać tę zieloną rewolucję z bezpiecznej odległości tarasu? A może masz już swoją ulubioną łopatę wyczyszczoną na błysk, czy czekasz, aż Zimna Zośka oficjalnie klepnie pozwolenie na wyjście z domu bez szalika?
Napisała
Tolka Kropka